Dlaczego Uczelnia Łukaszewski?

Rodzina Łukaszewskich

Jerzy Łukaszewski

ur. w Gdyni (1953), historyk zajmujący się historią Pomorza, autor m.in. Pomorza historie mniej znane”, publikował w „Pomeranii”, kanadyjskiej „Gazecie”, pismach lokalnych oraz na łamach internetowego Studia Opinii. Obecnie od kilku lat wykładowca Gdyńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

https://old.wsnoz.pl/pl/home/wydawnictwa/trudna-droga-do-wolnosci

Artykuły publikowane przez Jerzego Łukaszewskiego można znaleźć na stronie https://studioopinii.pl/

Franciszek Łukaszewski

Ur. 15 grudnia 1900 r. w Dziewierzewie pod Kcynią. Syn Józefa i Katarzyny.
W maju 1918 roku zdał maturę w Kcyni i niemal natychmiast został powołany do wojska. Ze względu na posturę (był wysoki i solidnej budowy) wcielono go do I Pułku Gwardii Cesarskiej w Berlinie.
Nie zdążył na front, gdyż podczas ćwiczeń rekrutów kolega zahaczył granatem o naramiennik i poranił kilka osób w tym Franciszka.
Wypuszczono go ze szpitala na poczatku listopada 1918 roku. Zdążył być świadkiem przyjazdu do Berlina zbuntowanych marynarzy z Kilonii i Hamburga.
Jako ciężko ranny (choć nie na froncie) dostal urlop zdrowotny aż do Bożego Narodzenia.
W domu, w Dziewierzewie, spotkał ojca, który także przyjechał na urlop.
Dzień po świętach odwiedził ich sąsiad z informacją, że w Poznaniu wybuchło powstanie.
Wiążą się z tym dwie ciekawe scenki.
Pierwsza: Katarzyna, matka Franciszka wpuściła sąsiada, ale nie brała udziału w rozmowie, tylko przysłuchiwała się jej stojąc w drzwiach. Kiedy usłyszała co się dzieje, bez słowa poszła do kuchni pakować prowiant na drogę. Świadczy to o tym, że doskonale wiedziała co nastąpi i co zrobią jej mąż i syn.
Druga: obaj – i Józef i Franciszek nie pytali sąsiada o to co mają zrobić, gdzie się udać itd. Zebrawszy rzeczy i przygotowany prowiant udali się do innego sąsiada, z którym wyruszyli do miejsca, które – jak się okazało – od dawna było wyznaczone jako miejsce zbiórki na taki wypadek jaki właśnie nastąpił. Tzn. konspiracja przedpowstaniowa zdała egzamin, a obaj byli jej członkami.
Franciszek w szeregach powstańczych brał udział m.in. w ataku na pociąg pancerny w pobliżu Rynarzewa, gdzie dziś stoi kamień upamiętniający to wydarzenie.
Po podpisaniu traktatu wersalskiego Franciszek został wcielony do armii polskiej walczącej na wschodzie. Wziął także udział w wojnie polsko bolszewickiej, w czasie której został ciężko ranny w kark, co omal nie doprowadziło do jego śmierci. Odznaczenie za męstwo odebrał jako pacjent szpitala polowego z rąk Józefa Piłsudskliego. Był także w niewoli bolszewickiej przez … kilka minut jak sam wspominał ze śmiechem. Podczas pomocy radiotelegrafistom zostali otoczeni przez bolszewików, którzy zabrali im broń, ubranie oraz wszystko co dało się zabrać i …odeszli. Ta historia była długo opowiadana w pułku rozweselając słuchaczy.
Po wojnie został skierowany do Krakowa do szkoły oficerskiej, a po jej ukończeniu do jednostek stacjonujących w Wielkopolsce.
We wrześniu 1939 roku ze swoją jednostką (z Kalisza) został skierowany do Lwowa, gdzie przeżył trzy tygodnie oblężenia niemieckiego. Ku zaskoczeniu wszystkich Niemcy ostatecznie odstąpili, a Lwów zajęli Rosjanie.
Dowództwo radzieckie nakazało zbiórkę oficerów na Placu Bernardyńskim. Mieli zostać internowani. Franciszek z kolegą, który także nie dowierzał Rosjanom uciekli ze Lwowa w ubraniach cywilnych dostarczonych im przez Ukraińca – krawca, nazwiskiem Wowk. W ten sposób obaj nie trafili do Katynia.
Wojnę spędził jako pracownik kolei pod Poznaniem.
Po wojnie aresztowany został pzrez bezpiekę nie znając nawet przyczyny. Potem okazało się, że w okolicy gdzie podjął pracę w jakimś folwarku walczył oddział „leśnych” dowodzonych przez jego dawnego kolegę z pułku i podejrzewano, że panowie mieli ze sobą kontakt (Franciszek miał ponoć dostarczać żywność z folwarku dla leśnego oddziału).
Po dwóch latach zwolniony udał się do Gdyni, gdzie od przedwojnia mieszkali jego dwaj młodsi bracia i rodzice.
Ukończył studia ekonomiczne i do emerytury pracował w Morskiej Agencji w Gdyni.
Zmarł 3 grudnia 1978 roku.

Zdjęcie: Franciszek oznaczony kropką w szpitalu w Kościanie pod koniec wojny polsko bolszewickiej.

Łukaszewscy w historii Polski

Łukaszewski Franciszek Edward Xawery

Urodził się w 1812 roku w zaborze pruskim. Zawiłości genealogiczne nie pozwalają na razie powiedzieć niczego szerszego na temat jego pochodzenia, wiemy jedynie, że urodził się w rodzinie niezbyt zamożnej. Mroki przeszłości kryją historię jednego z jego przodków – Jana, który obdarzony szlachectwem w XVII wieku, dwa lata po tym fakcie został szlachectwa pozbawiony przez sejm Rzeczpospolitej za morderstwa i rozboje. Nie znamy szczegółów, ale rzecz jest warta odnotowania, jako że w tych czasach szlachcic był kimś w rodzaju
świętej krowy i trzeba było naprawdę sporo wysiłku, by ten przywilej utracić.
Ksawery – bo tego imienia używał jako człowiek dorosły – jako syn niezamożnych rodziców musiał liczyć na własne siły i zdobyć zajęcie, które pozwoliłoby mu się utrzymać. Ukończył pruskie gimnazjum i seminarium nauczycielskie, po którym jął się zawodu edukatora o czym informuje nas urzędowa gazeta z roku 1833.
Znajdujemy tam informację, że Xawery Łukaszewski, uczeń seminarium pomocniczego katolickiego w Trzemesznie, na internistycznego nauczyciela przy szkole katolickiej w Skorzęcinie, powiatu Gnieźnieńskiego. Już w roku następnym objął posadę nauczyciela w innej szkole, czego ślad znajdujemy w gazecie urzędowej z 1834 roku, która donosiła, że dotychczasowy nauczyciel internistyczny Xawery Łukaszewski w Skorzęcinie jako takowy w Podlesiu Kościelnym powiatu Wągrowieckiego. Jednym z niejasnych punktów jego życiorysu jest wspominana czasem próba wzięcia udziału w powstaniu listopadowym, do którego ponoć przekradał się przez granicę prusko rosyjską w towarzystwie jednego z hrabiów Mielżyńskich. Rzecz wydaje się mało prawdopodobna i to z kilku względów. W powstaniu wzięli udział wszyscy trzej bracia Mielżyńscy, nie ma więc powodu, by przypuszczać, iż skoro im udało się przejść przez granice sztuka ta nie powiodła się towarzyszącemu im 18 letniemu Ksaweremu. Po drugie, jak już wiemy, Ksawery został nauczycielem, a takowy miał w Prusach status urzędnika państwowego i jako taki nie mógł mieć plamy w życiorysie. Władze nie dopuściłyby do nauczania młodzieży człowieka splamionego występkiem o charakterze politycznym. Generał F. von Roeder dowodzący V Korpusem Armii i Naczelny Prezes Wielkiego Księstwa Poznańskiego wydali na ten temat specjalne oświadczenie w Amtsblattcie z 28 grudnia 1830 roku dotyczące osób, które by w takowe zbrodnicze przedsięwzięcia były wplątane niedwuznacznie sugerujące konsekwencje.
Skoro więc władze ukarały np. Macieja Mielżyńskiego 9 miesięcznym więzieniem nie mamy podstaw. by sądzić, iż łagodniej potraktowałyby jego towarzysza. Ponieważ to nie nastąpiło i po ukończeniu gimnazjum w Trzemesznie przystąpił on do wykonywania zawodu nauczyciela, opowieści o jego próbie przedostania się do powstania musimy zaliczyć do kategorii niesprawdzonych. To co za nimi ew. przemawia to fakt wyjątkowej zażyłości z hrabiami Mielżyńskimi, zażyłości, która po śmierci Ksawerego przeszła na jego syna Juliana, którego wspomagali oni aż do czasu ukończenia przezeń studiów medycznych.
Posada wiejskiego nauczyciela nie była zbyt dochodowa, ale musiała być na tyle wystarczająca, by zdecydował się założyć rodzinę. Ożenił się w 1834 roku z panną Józefą Skowrońską, a rok później urodził mu się syn Julian i to z jego przekazów znamy kolejny krok Ksawerego, który postanowił uzupełnić wykształcenie na uniwersytecie we Wrocławiu, gdzie od 1841 roku funkcjonowała katedra języków słowiańskich, a wykładowcami byli tacy badacze i fascynaci jak Frantiszek Ladiclav Celakowski, czeski poeta, autor słowników i pierwszej próby stworzenia nowoczesnego podręcznika do szkół czeskich. O wpływie Celakowskiego na studentów świadczą ich dalsze losu i zajęcia, jak choćby budziciela Kaszub czyli Floriana Ceynowy.
Wielce prawdopodobne, że to właśnie sławny Czech był dla Ksawerego wzorem do naśladowania, bowiem już w 1844 roku mógł się pochwalić podobną próbą – elementarzem do szkół polskich.
Elementarz wydało zasłużone dla tego rodzaju działalności wydawnictwo Ernsta Guenthera w Lesznie, a rozpowszechniała m.in. księgarnia braci Scherk w Poznaniu. Napisanie podręcznika to dopiero część sukcesu. Teraz należało powalczyć o wykorzystanie go w nauce szkolnej, co wcale nie było takie łatwe. Po pierwsze książka Ksawerego nie była jedyną tego typu stworzoną w zaborze pruskim. Na podobny pomysł wpadli także inni. Wiele zależało więc od przychylnych recenzji fachowców. W przypadku Ksawerego chwalono go za logiczny układ i sposób nauki czytania przez odpowiedni dobór słów w początkowym okresie nauki, który
pozwala dziecku na łatwe łączenie głosek. Krytyce poddawano stopniowe zwiększanie trudności. Pomimo to, właśnie podręcznik Ksawerego polecano najczęściej spośród kilku, które pojawiły
się w tym czasie na rynku. Przy wszystkich bowiem zastrzeżeniach był to bowiem znaczący postęp w stosunku do używanych dotąd tablic księdza Laskowskiego z Rogoźna.
Problemy nie kończyły się na recenzjach. Przysporzyć potrafili ich także rodacy – konkurenci, lub tacy, którzy zupełnie bezinteresownie potrafili napsuć krwi autorowi. Jednym z nich był niejaki Sławczyński, nauczyciel w
szkole św. Marcina w Poznaniu, który reklamując na łamach prasy własne tablice elementarzowe nie omieszkał przy okazji; zamieścić nastepującego anonsu:
„Dowiedziawszy się, że elementarz p. Łukaszewskiego zaprowadzany bywa
po szkołach upraszam o łaskawe uwiadomienie mnie, gdzie by to nastąpiło,
ponieważ wbrew zakazowi ministerialnemu żadna książka niepotwierdzona
w szkołach używana być nie powinna”
Reakcja o tyle ciekawa, że już pół roku wcześniej elementarz Ksawerego był zalecany przez kręgi kościelne, które w większości zarządzały szkolnictwem elementarnym i miały decydujący wpływ na wprowadzanie do użytku takiego czy innego podręcznika.

W czerwcu 1844 roku można było przeczytać (Szkółka Niedzielna, nr24, 1844, s.96):
„W tym roku wyszedł u Guenthera w Lesznie i Gnieźnie Elementarz polski dla szkół katolickich wieyskich i mieyskich w Wielkim Księstwie Poznańskim, wypracowany przez pana XFAE Łukaszewskiego, nauczyciela elementarnego, a ze strony duchownej potwierdzony przez Administratora Generalnego diecezji poznańskiej, X. S. Gaierowicza.” Ksawery nie zasypiał gruszek w popiele, a reakcja świadczy o jego temperamencie. W „Gazecie Wielkiego Xięstwa Poznańskiego” w nr 38/1845 można było przeczytać:
„W numerze 9 Gazety znajduje się pomiędzy obwieszczeniami korzennymi, kupieckimi, godne swoich towarzyszek uwiadomienie p. Sławczyńskiego, nauczyciela przy szkole Ś.Marcińskiej w Poznaniu, w którem donosi o swoich potwierdzonych tablicach polskich i niemieckich do początkowej nauki czytania i o pierwszej nauce (nie wiedzieć czego!) dla dzieci i przechwalczo zaprasza do prenumeraty. […] ale jego odezwa, jaką
po wymienieniu swych dziełek śmiał wyrzec – nie tylko niegodna jest polskiego nauczyciela, ale nadto zdolna jest obrazić publiczność wzywając ją niejako do śpiegowania i denuncyacyi.”
To na początek. Potem następuje metodyczne wypunktowanie błędów i nierzetelności jakie popełnił adwersarz chcąc zdeprecjonować książkę Ksawerego. W post scriptum zapowiedział też osądzenie dziełek p. Sł. pod
względem literacko pedagogicznym we właściwym miejscu tj. w piśmie dla nauczycieli.
Wspomniane pismo o nazwie „pismo dla nauczycieli ludu i ludu polskiego” zaczęło wychodzić w 1845 roku za sprawą wydawcy, Antoniego Woykowskiego i redaktorów w osobach Ewarysta Estkowskiego i
Ksawerego Łukaszewskiego i było pierwszym periodykiem bardzo fachowo poruszającym problemy polskiej oświaty pod zaborem. Ksawery nawiązał wkrótce współpracę także z innym pismem, a mianowicie „Tygodnikiem Literackim”, gdzie pisywał w towarzystwie J.I. Kraszewskiego, K. Libelta, A. Mosbacha, H. Cegielskiego, J. Moraczewskiego i in. Ta współpraca jest o tyle ciekawa, że te same nazwiska znajdujemy później wśród korespondentów i współpracowników syna Ksawerego – Juliana. Dla współczesnych nam ciekawostką jest, że pisma te poruszały stale problem nierozwiązany do dziś, a mianowicie właściwe randze zawodu wynagrodzenia nauczycieli.
Kolejne prace Ksawerego dotyczyły ułatwień dla dzieci polskich nie znających języka niemieckiego, a zmuszonych do korzystania z książek czy opracowań tablicowych w tym języku. We współpracy z Augustem
Mosbachem opracował specjalny, szkolny słownik polsko niemiecki. Opracowany przez nich słownik okazał się tak trafiony i przydatny, że wydawano go jeszcze na początku XX wieku (w sumie ponad 20 wydań).
Ksawery szedł dalej. Książka „Przyjaciel dzieci” będąca zbiorem opowiadań, baśni i czytanek, które wg zamierzeń autora miały rozwijać wyobraźnię dzieci i zamiłowanie do czytania, również osiągnęła liczbę wielu wydań. Ostatnie w 1893 r. W 1847 ukazał się w Królewcu, nakładem braci Borntregerów, wypracowany przez Ksawerego „Słownik podręczny wyrazów obcych i
rzadkich w języku polskim używanych”
Ten słownik zawierał pewną ciekawostkę. Ksawery jako pierwszy wprowadził do języka polskiego słowo „turysta – turystyka” w miejsce dotąd używanych „wędrowiec – wędrowanie”. Wzorował się ponoć na Stendahlu i nie od razu znalazł zrozumienie wśród rodaków pomimo, iż tłumaczył, że istnieją subtelne różnice pomiędzy
„turystą”, a „wędrowcem”. Z czasem słowo stało się nieodłączną częścią naszego języka i nikt nie zastanawia się nad jego pochodzeniem, podobnie jak w przypadku słowa „krajobraz” (Karpiński) czy imienia „Grażyna” (Mickiewicz) i in. Niestety, nie powodziło się Ksaweremu równie dobrze w sprawach rodzinnych. Po urodzeniu się dwóch pierwszych synów – Juliana w 1835 roku i Józefa w 1836, kolejne dzieci państwa Łukaszewskich umierały w dzieciństwie. Taki był los Władysława ur. w 1838 roku, Franciszki Xawery w 1839, Adama w 1841 i Pelagii Julii Albertyny w 1842.

Sam Ksawery także nie żył długo, bo zmarł w 1951 roku w wieku zaledwie 39 lat na chorobę płucną jak to określił akt zgonu. Opracowane przez niego książki i podręczniki żyły znacznie dłużej.

Julian Łukaszewski

ps. Bronisław Groza (ur. 1835 w Skorzęcinie k. Gniezna, zm. 22 stycznia 1906 we Lwowie) – polski lekarz, działacz społeczny, działacz Stronnictwa czerwonych.

Jego ojcem był nauczyciel ludowy Franciszek Xawery Łukaszewski, który po uzupełnieniu wykształcenia na Uniwersytecie Wrocławskim został pedagogiem i literatem. Julian Łukaszewski ukończył w 1858 gimnazjum w Trzemesznie, a następnie dzięki wsparciu finansowemu Seweryna Mielżyńskiego i Towarzystwa Pomocy Naukowej studiował medycynę na Uniwersytecie w Gryfii, Pradze, Krakowie, a ukończył w Berlinie, gdzie 5 sierpnia 1862 uzyskał tytuł doktora medycyny i chirurga. Po powrocie w rodzinne strony zaangażował się w działalność w Komitecie Centralnym Narodowym, w 1862 powierzono mu stworzenie struktur organizacyjnych w zaborze pruskim i organizację transportu broni dla powstańców. W grudniu 1862 przebywając w Bydgoszczy zorganizował tajne spotkanie działaczy patriotycznych m.in. Józefa Demontowicza i Mariana Langiewicza. W marcu 1863 oficjalnie otrzymał funkcję komisarza rządowego na Prusy Zachodnie, a 1 listopada komisarza pełnomocnego na zabór pruski. W czerwcu 1864 unikając aresztowania opuścił ziemie polskie, został zaocznie oskarżony razem z 149 innymi powstańcami w procesie sądowym, który rozpoczął się 7 lipca 1864 w Berlinie. Początkowo przebywał w Paryżu, gdzie działał w Zjednoczeniu Emigracji Polskiej. Od 1865 przebywał na terenie Rumunii pełniąc praktykę lekarską, rok później założył w Mihăileni Stowarzyszenie Biblioteki Polskiej (działające do 1892), które stanowiło nieformalne centrum polskiej emigracji przyciągając Polaków zamieszkujących okolice Bacau, Piatra Neamț, Jassów, Izvoresti, Tecuci, Botosani, Pascani. W 1870 został lekarzem naczelnym w szpitalu psychiatrycznym w Jassach, jednocześnie organizował tam kolonie polskie dla uchodźców.

Inż. doc. Adam Łukaszewski

Urodził się 3 sierpnia 1876 roku w Jassach, w Rumunii. Zmarł 31 marca 1912 roku w Krakowie. Pochowany na Cmentarzu Rakowickim, następnie ekshumowany do rodzinnego grobu na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

W sierpniu 1887 roku z rodziną przeprowadził się do Lwowa, gdzie uczęszczał do szkoły realnej i w 1891 roku zdał maturę. W 1892 roku wyjechał na studia górnicze do Leoben, które ukończył w 1896 roku. Już na początku nauki, na Walnym Zebraniu Wydziału, wybrany został na bibliotekarza Polskiej Czytelni i był w tej działalności bardzo aktywny, za co został w 1900 roku mianowany jej członkiem honorowym.

W okresie wrzesień 1896 roku – luty 1897 roku pracował, jako inżynier-asystent w Compagnie Commerciale Francaise w kopalni „Potok” w Borysławiu. W tym samym czasie został członkiem komisji gazowej dla Borysławia. Od września 1898 roku pracował, jako inżynier w kopalni wosku Galicyjskiego Banku Kredytowego. Samodzielnie uczył się języka angielskiego i elektrotechniki. W październiku 1900 roku, razem z kolegami Janem Witkowskim i Konstantym Platerem, zorganizował Zjazd Leobeńczyków i Zebranie Górnicze, na którym podjęto decyzję o organizacji Zjazdu Górniczego w Krakowie. w lipcu 1902 roku, po katastrofie eksplozji gazów w kopalni T. A. ”Borysław”, został mianowany przez Ministra rolnictwa członkiem komisji mającej zbadać sytuację na kopalniach wosku ziemnego w Galicji w okręgu drohobyckim i stanisławowskim. W latach 1903-1904 z polecenia Ministra rolnictwa, odbył podróż naukową do Niemiec, Anglii i Stanów Zjednoczonych Ameryki. Po powrocie do kraju, w latach 1904-1906, był kierownikiem kopalni wosku „Concordia” w Borysławiu.

W październiku 1905 roku, na Zjeździe Leobeńczyków w Krakowie, został wybrany sekretarzem komitetu, który organizował w 1906 roku I Zjazd Górników i Hutników w Krakowie. Jest siłą napędową zjazdu. Na Zjeździe została powołana Stała Delegacja, której zadaniem było realizowanie postanowień Komitetu Zjazdu, Adam Łukaszewski był jej sekretarzem do 1912 roku. Jako członek Delegacji był, m.in.: współzałożycielem i sekretarzem Związku Górników i Hutników Polskich w Austrii, współzałożycielem pierwszej polskiej szkoły sztygarów w Dąbrowie na Śląsku Cieszyńskim, organizatorem II Zjazdu Górników i Hutników w 1910 roku we Lwowie, współautorem „Monografii krakowskiego zagłębia węglowego” i Kalendarza Górniczego „Szczęść Boże”. Był delegatem do Krajowej Rady Naftowej, członkiem Krajowej Rady Górniczej w Galicji, współwłaścicielem firmy Bielski i Łukaszewski Ska, zajmującej się budowaniem zbiorników ziemnych na ropę i udoskonalającej ich konstrukcję. Opracował nowy sposób torpedowania otworów wiertniczych, który patentuje w 1907 roku.

16 kwietnia 1908 roku otrzymał tytuł docenta na Politechnice Lwowskiej i przez dwa lata wykładał dział maszyn górniczych, czerpanie wody i wentylację.

W 1909 roku, wraz z grupą kolegów założył Towarzystwo dla Przedsiębiorstw Górniczych „TEPEGE” w Krakowie, którego był kierownikiem. Firma działa na terenie Galicji i w Królestwie Polskim wykonując wiele trudnych prac.

W dniach 23-26 października 1910 roku odbył się II Zjazd Górników i Hutników we Lwowie, którego był współorganizatorem. Wygłosił na nim referat na temat stworzenia „Monografii naftowego przemysłu górniczego i rafineryjnego w Galicji”. Na Zjeździe tym podjęto decyzję o utworzeniu wyższej szkoły górniczej w Krakowie lub we Lwowie i jako sekretarz Delegacji przygotował ankietę dla środowisk górniczych, która miała pokazać ich poparcie dla tej inicjatywy. Starannie przygotowana ankieta oraz napisany, razem z inż. Janem Zarańskim, „Memoriał Delegacji Górników i Hutników polskich w sprawie założenia Akademii górniczej w Krakowie”, były przełomowymi momentami w staraniach o utworzenie Akademii Górniczej w Krakowie. Pracował też nad statutem i programem studiów przyszłej uczelni. Dzięki tej działalności określany jest, jako inicjator powstania i współtwórca AG.

28 lutego 1912 roku złożył w Politechnice Lwowskiej dokumenty o nadanie tytułu profesora zwyczajnego Katedry Maszyn Górniczych.

Autor i współautor kilkunastu artykułów. Publikował m.in. w „Gazecie Polskiej”, „Czasie”, „Przeglądzie Górniczo-Hutniczym” oraz Kalendarzu Górniczym „Szczęść Boże”.